Blog Marleny 2010-2011
|
więcej
SNOW DAYS
Marlena Sarnecka 19-12-2010
Jak pisałam w poprzedniej notce odwołali nam szkołe w poniedziałek z powodu śniegu. Szczerze mówiąc u nas bywało milion razy gorzej, a nawet nie przesuwano nam zajęć o 10 minut. Tak więc pierwszy SNOW DAY spędziliśmy z przyjaciółmi na sankach!! W wtorek rano, jak w każdy inny szkolny dzień wzięłam prysznic poczym otwarłam facebooka a tam kilkanaście wiadomości że szkoła znowu odwołana hah, tego się nie spodziewałam!




Dobrze, że większość amerykańskich nastolatków ma traki, inaczej nikt nigdy by się nie dostał na naszą górkę, z której zjeżdżaliśmy.

W szkole uruchomiona została poczta świąteczna - można było przesyłać do ludzi cukrowe laski z doklejoną karteczką, na której można było coś napisać. Jak gdzies je znajdę, to cykne focie.
Reszta tygodnia była wbrew pozorą baaardzo długa, mimo tego, że w środę równiez nie było mnie w szkole - spotkanie model UN czyli symulacja obrad Organizacji Narodów Zjednoczonych - 5 godzinna nuda. Zgłosiłam się, jako RUNNER czyli osoba, która przekazuje informacje do innych krajów, lepsze to niż siedzenie i udawanie, ze cokolwiek się rozumie hhah.
Mój team(oprócz tej blondynki w krótkich włosach, która nie wiem czemu tu siedziała wtedy):


Na lekcji kultury hiszpańskie przerabialiśmy ostatnio Dali, teraz musimy stworzyć jakieś surrealistyczne dzieło haha

Siostra amerykanka:

Tae' z moją ulubioną nauczycielką Ms. Bettjes:

W czwartek wybraliśmy się na mecz koszykówki chłopaków, naszym rywalem tym razem była szkoła prywatna, z którą nikt nie wygrał od kilku lat, ale w tym roku nam się udało !!! Z tą samą szkołą grałam ja z moją drużyną dzień później i również ich pokonaliśmy :) Jak na razie mam za sobą 5 meczy i wszystkie wygrane. Oby tak dalej!



Zaraz po moim meczu pojechaliśmy sobie na kręgle.


Święta, święta, święta! W tym roku zdecydowanie będą wyglądać inaczej. Host ojciec, jest świadkiem jehowy, dlatego jako tako świąt nie powinien obchodzić, ale mimo wszystko myślę, że jakoś to będzie. Co w sumie na razie jest najbardziej dołujące, że z szacunku do niego nie przystrajamy domu jak zrobili to wszyscy ludzie w okolicy. Całe szczęscie mamy choinkę, ale tylko na naszym piętrze.
Cały dzisiejszy dzień poświęcliśmy świątecznym zakupą. W każdym sklepie kolędy, limitowane świąteczne kolekcje i ludzie pytający dla kogo prezent szukamy. Jest tu łatwiej znaleźć coś ciekawego niż w Polsce, bo otwierane są specjalne świąteczne sklepy, ale ceny naprawdę przerażające. Niestety nie udało nam się kupić wszystkiego, a teraz czeka nas dłuuuugie pakowanie wszystkiego w papier ozdobny.
Od stycznia w mojej szkole pojawią się aż 3 nowi studenci z wymiany. Ludzie dostali jakieś obsesji i stwierdzili, że jak wszyscy zagraniczni sa tacy fajni jak my to oni chcą mieć ich więcej haha
Będą to 3 chłopacy, jeden z Niemiec i dwóch z Chin.

No i moje cudowne oceny:

I mój szkolny lunch, najlepsze na świece reese's o których w następnym wpisie:


