Dodaj do ulubionych Poleć znajomemu

Dołącz do nas

Facebook  Why Not USA na G+  Pinterest  nk.pl

Newsletter

drukuj Blog Kuby 2010-2011 | więcej

Haloween

Tag:usa,rok szkolny w usa,matura w usa

Jakub Mazur 05-11-2010

Ten post będzie poświęcony niemalże w całości jednemu z chyba najbardziej rozpoznawalnych Amerykańskich świąt a mianowicie – Haloween. W szkole nie było jakoś specjalnie widać entuzjazmu związanego z obchodami święta umarłych ponieważ w tym roku wypadło ono w sobotę, bardzo dobrze się składa ponieważ jak dowiedziałem się a raczej jak kilka osób mi oznajmiło haloween w sobotę (tudzież piątek) oznacza całodniową zabawę. Z rana nikt mnie nie powiadomił że zamierzamy się gdzieś udać, jak zwykle w sobotę wstałem około godziny 10 a potem oglądałem zaległe mecze NBA jednakże około południa z Nienacka podeszła mnie host mama i oznajmiła niespodziewanie że wyjeżdżamy za 10 min, z zdziwieniem spytałem dokąd się udajemy gdyż nie miałem pojęcia gdzie pojedziemy. Co ciekawe ogarnięcie się w całości zajęło mi około 7 minut i w aucie czekaliśmy na Diane (host mama) około 20 minut :D. W aucie Jacquelyn (siostra Katriny która mieszka w innym mieście i tylko przejazdem odwiedziła rodzinę Van Damów) powiedziała mi że zabieramy dziewczynki (Elisę oraz Emily) na „przyjęcie” haloweenowe dla dzieci. Miało ono miejsce w lasku przeznaczonym dla społeczności gdzie znajduje się ogólnodostępny budynek w którym można organizować happeningi takie jak ten. Caly kompleks składał się z około 6 domków letniskowych przerobionych na domy strachu. Ktoś włożył mnóstwo pracy w ten projekt ponieważ każdy z nich miał w miarę unikalny charakter jednakże efekt przerażenia był dość mierny, nie tylko z mojej perspektywy ponieważ nawet małe dziewczynki nie bały się tego co znajdowało się w domkach. Przewodnik był przebrany w dość dziwny strój składający się z kubraka koszuli oraz wyróżniającej się na tle jego ubioru pomarańczowej chusty owiniętej dookoła jego szyi. Sposób w jaki opowiadał o „historii” poszczególnych z domów był dość ciekawy, jego akcent przypominał trochę Johnny’ego Deppa z „Piratów z Karaibów” i może dlatego zainteresował mnie tym co miał do powiedzenia. W dość klimatyczny sposób starał się wprowadzić uczestników w nastrój grozy jednakże efekt końcowy był dość niewspółmierny do jego starań gdyż niemalże nikt nie był przerażony, a szkoda. W budynku komunalnym przygotowane były różnorakie atrakcje dla dzieci takie choćby jak przygotowywanie plemiennych masek, kolorowanie haloween’owych obrazków oraz smażenie „pączków” (donut to taki ichni odpowiednik pączka z tą różnicą że jest pusty w środku – bez nadzienia). Około godziny 16 pojechaliśmy do CJ’a oraz Cristal którzy to zorganizowali małe przyjęcie dla rodziny (małe jak małe, rodzina składa się chyba z 30 członków) . Dzieci były przebrane w stroje wzorowane na bohaterów kreskówek, piratów oraz wiele innych postaci tudzież nierealnych kreatur. Oczywiście nie mogło tutaj zabraknąć tradycyjnego dla haloween „Trick Or Treat”. Około 18 dzieci udały się w kierunku sąsiednich domów aby zebrać cukierki od ludzi mieszkających dookoła. W tej specyficznej sytuacji filmy o tej tematyce nie kłamią i widok jaki zaobserwowałem na ulicach Newaygo przypominał sceny wycięte z filmów. Pełno przebranych dzieci odwiedzających pobliskie domy. „Tłumy” (zwykle nie spotyka się dużo osób podróżujących pieszo w tych okolicach) na ulicach oraz dekoracje domów były dla mnie ciekawym doświadczeniem ponieważ w Polsce niestety chyba nikt nie obdarowywałby cudzych dzieci cukierkami, co najwyżej podczas wędrówki po osiedlach można by oberwać po głowie od młodych nerwowych ludzi z podstawowym wykształceniem zainteresowanych zmaganiami profesjonalnej 4 tudzież 5 ligi piłkarskiej. Konkluzja ta jest może dość wysunięta i prawdopodobnie nie dość realistyczna by brać ją pod uwagę w kontekście kraju jednakże moje zdanie w tej sprawie jest subobiektywne. W kraju dzikim i nieokiełznanym (jak Polska nasza ukochana) nieroztropnym byłoby posyłać dzieci samotnie na ulice i osiedla jednakże tutaj sprawy mają się inaczej i przemierzając ulicę spotkać można było masę uśmiechniętych od ucha do ucha dzieciaków niosących koszyczki wypełnione słodkościami tak niezdrowymi że aż trudno sobie wyobrazić jak ciężko było by zrzucić nadwagę spowodowaną ich nadmiernością. Jako że haloween to naprawdę popularny obyczaj świętowania ludzie z szkoły średniej zorganizowali dwa przyjęcia. Ja osobiście zostałem zaproszony na ogromne przyjęcie-imprezę które miało miejsce w domu Symona. Wszyscy popularni ludzie pojawili się na tym przyjęciu także wnioskuje z tego faktu iż drugie przyjęcie było jakby to można nazwać drugiej kategorii. Dziadek John podwiózł mnie pod dom Symona gdyż znajduje się on po drugiej stronie jeziora i był on tak miły że podwiózł mnie pod same drzwi, zdziwił mnie jednak fakt że wszystkie światła były wyłączone oraz brak zaparkowanych aut. Próbowałem się dodzwonić do którejś z zaproszonych osób ale niestety nie było zasięgu. Postanowiliśmy zajechać z drugiej strony ale jednakże i tutaj nikt nie dawał znaku życia. Po około 2 minutach Symon oraz Matt (student z wymiany z Nowej Zelandii) wyszli z domu i dość głośno spytali kto siedzi w aucie gdyż myśleli że któryś z sąsiadów zadzwonił po policję. Przyjęcia tutaj nie są mile widziane wśród lokalnej społeczności dlatego imprezy są skrzętnie ukrywane. Okna były zasłonięte czarnym papierem a w środku była ustawiona maszyna tworząca dym oraz nie wiem jak nazywające się mrugające światło dzięki któremu ruchy wydawały się urywane. W porównaniu do imprez w których miałem okazję uczestniczyć w Polsce to było po prostu przygotowane w każdym możliwym aspekcie. Sama impreza udała się jednak nie ma się nad czym zachwycać, oprócz organizacji (świetna), sama zabawa była raczej normalna. Do domu rano podwiózł mnie Symon w swoim jeep’ie, jako że spać udałem się jako jeden z ostatnich którzy byłem dość zmęczony rano i gdy tylko wszedłem do ciepłego domu babci Eryka od razu położyłem się na rozkładanym fotelu i przykryłem się kocem. Około południa obudzili mnie Eryk oraz jego tata Jon. Jak w każdą niedzielę obowiązkiem każdego tradycyjnego Amerykanina jest oglądanie meczu footballu amerykańskiego a jako że Jon jest wielkim fanem miejscowego klubu Detroit Lions to w każdą niedziela niemalże tradycją jest obserwowanie meczu. Bez różnicy czy wygrywamy czy przegrywamy każda niedziela to przynajmniej jeden mecz, bez dyskusji :D. W ten dzień miało miejsce jedno wydarzenie, a mianowicie turniej footballu w kościele do którego uczęszczamy (Protestancki). Niestety nie mogłem w nim uczestniczyć z powodu mojej kontuzji ale z zaciekawieniem oglądałem zmagania miejscowych „atletów”. Nie grali oni w normalny football ponieważ kolizje (nawet z pełnym zestawem footballowego oręża – zbroją oraz kaskiem) mogły by mieć dość nieciekawy wpływ na późniejsze zdrowie uczestników. Gracze do dyspozycji dostali pasy z doczepionymi kawałkami materiału za które jeśli się chwyciło oznaczało to koniec akcji, dość pokojowy sposób na granie w football. Nasza drużyna pokonywała wszystkich dość wysoką różnicą punktów i awansowała do wielkiego finału który będzie miał miejsce w następną niedzielę. Zagrają oni z drużyna jednego z Pastorów.

Nie jestem pewien kiedy ukaże się następna relacja  jednakże postaram się żebyście nie musieli długo czekać. Do przeczytania wkrótce.

 

3
Oceń posta:

Ostatnio dodane blogi

Mar
13
2011

Sobota i koniec pakowania

Jakub Mazur 18:03

W sobotę czyli wczoraj obudziłem się około godziny 11, umówiłem się jeszcze w piątek z Karolem że porozmawiamy na Skype o 12. Jako że mam tylko godzinę darmowego czytaj dalej...
Komentarze (10)
Mar
13
2011

Piątek czyli ostatni dzień w szkole

Jakub Mazur 18:03

Do szkoły jak zawsze obudziłem się już około 6:30 ale ten dzień od początku wydawał mi się jakiś taki inny. Jacquelyn zawoziła Dianę do pracy a potem zaproponowała czytaj dalej...
Komentarze (0)
Mar
13
2011

Czwartek czyli rozmowa z host rodziną

Jakub Mazur 18:03

Przez całą resztę dnia myślałem o tym jak powiedzieć rodzinie że jednak zdecydowałem się na powrót do ojczyzny. Najbardziej niepokoiła mnie opinia Erica który mógł czytaj dalej...
Komentarze (0)

Napisz komentarz

Komentarzy: 3

Zgłoś do moderacji
~Ala napisał: 2010-11-15 11:47:57
Fajny piesek :)

Zgłoś do moderacji
~Robert napisał: 2010-11-05 17:52:57
A ty się za coś przebierałeś??
4.3

realizacja: Ideo

powered by: CMSEdito